|
środa, 03 lutego 2010
zdaje sie ze dzis albo jutro przypada najbardziej depresyjny dzien w roku. wiecie, dzien w ktorym dochodzi sie do wniosku, ze z postanowien noworocznych raczej nic nie wyjdzie, jest szaro, zimno, smutno, czlowiek sie starzeje i w ogole porazka. ja na dodatek w pracy mam wlasnie apokalipse i troche mnie niepokoi jakie beda rezultaty, bo moga byc nieprzyjemne i dlugofalowe. w zwiazku z tym ze na obecnym etapie jedyne co moge zrobic to czekac, znalazlam sobie zajecie zastepcze, polegajace na czytaniu genialnego bloga pod tytulem stuffwhitepeoplelike.com. naprawde polecam, mozna sie sporo o sobie dowiedziec. czytam i czytam i dochodze do wniosku, ze jestem obrzydliwie biala. lubie netflix, vintage, san francisco, iphona, sushi, restauracje serwujace sniadania, drogie kanapki, wino, podroze, organiczne jedzenie z whole foods, herbate, snowboarding, ironie, filmy wesa andersona, the wire, facebook, the onion i czytanie nad woda, ciagle sobie obiecuje ze naucze sie jakiegos nowego jezyka, gdybym mogla to w ostatnich wyborach glosowalabym na obame, przeczytalam "no logo", nie lubie ciuchow od ed hardy, a ray banow z serii wayfarer posiadam dwie pary, choc jedna jest chamska podrobka zakupiona za 8 euro w sklepie z pamiatkami na santorini a na drugiej oryginalnej ktos mi ostatnio usiadl i jest troche pogieta. lubie jeszcze kilka innych rzeczy z tej listy, ale wymienilam tylko najwazniejsze. niestety nie przepadam za kawa.
sobota, 30 stycznia 2010
Jestem w teksasie. Jest fajnie tylko troche boli mnie glowa. Jestem tez trochę zawiedziona bo jest zimno. Moj kolega z pracy mowi zebysmy nie wychodzili z hotelu bo jak cos zrobimy to nas aresztuja i powiesza. Normalnie paranoja jakbyśmy byli w jakimś muzulmanskim kraju trzeciego swiata. Poza tym wczorajszy lot był najgorszy w moim życiu. Najpierw zastanawialam się czy wypada zamówić drinka o 7 rano biorąc pod uwagę ze lecialam z ponad 20 ludźmi z pracy (ten dylemat rozwiązał się sam bo były takie turbulencje ze stewardesy nawet nie serwowaly drinkow tylko siedzialy przypiete) a pózniej czy wypada przy tych wszystkich ludziach zwymiotowac. Jak wyladowalosmy to miałam ochotę ucalowac ziemie mimo ze to Teksas.
Bolą mnie tez nogi bo ten hotel jest strasznie duży i cały czas trzeba chodzić z jednego końca na drugi a mam bardzo wysokie obcasy. Poza tym mam olbrzymiego siniaka którego się nabawilam w tajemniczych okolicznościach w zeszły weekend w nowym orleanie a wczoraj jeszcze doprawilam uderzywszy o stół wiec to tez mnie boli. Życie jest jednak ciężkie...
wtorek, 12 stycznia 2010
postanowilam cos zmienic w nowym roku i mam dzis interview o prace... na ktorej srednio mi zalezy. to znaczy srednio zalezalo mi do wczoraj ale dzis snilo mi sie, ze jej nie dostane (i pewnie tak bedzie) i jak sie obudzilam to zaczelo mi zalezec bardzo. w zwiazku z czym wlasnie przezywam anxiety attack. w zwiazku z czym jestem zla na siebie bo skoro srednio mi zalezalo to nie wiem czym sie teraz przejmuje. w zwiazku z czym zaraz zlamie kolejne noworoczne postanowienie i pojde sobie zapalic.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
jestem pod lekkim wplywem davida duchovnego, wiec powiem tylko, ze mam writer's block. poza tym jestem bardzo zajeta. dokladnie oznacza to ze caly wolny czas poswiecam na granie w mafia wars i ogladanie "californication". moze nie nastraja to kreatywnie, ale za to jest uzalezniajace. bardzo.
piątek, 13 listopada 2009
Chief pije?!!! wtf?!!!!! musialam to napisac, po prostu musialam, a na facebook bylo mi glupio;) a mialam juz na dobre porzucic bloga... moze po prostu przemianuje go na "blog o wrazeniach na temat grey's anatomy" i skupie sie na tym co mnie najbardziej pasjonuje;) anyhow...jesien jest bezsensu, za miesiac jade do meksyku (wiem, wiem, wkurwiam, IDC...), czekam na snieg... wyjazd do grecji obudzil we mnie jakas wielka niechec do spraw chicago - i pracopodobnych; zaraz jak wrocilam zabukowalam 3 nastepne wyjazdy (ok, 2, ale trzeci bukuje praca, jesli mnie nie zwolnia za opierdalanie sie) i planuje czwarty. w zwiazku z tym mam na co czekac, w zwiazku z czym da sie jakos zyc. grecja przedstawia sie w tej chwili jak odlegly sen, jakos nie moge uwierzyc, ze siedzialam dwa tygodnie na tej lodce, raz wariujac z zachwytu raz przeklinajac. moj nastroj bujal sie mniej wiecej tak samo jak fale;), w ostatni dzien bylam prawie tak samo szczesliwa ze to koniec jak w dzien wyjazdu cieszylam sie, ze sie zaczyna. a dzisiaj dalabym wiele, zeby znow tam byc. cyklady sa przepiekne. zeglowanie tez.
środa, 07 października 2009
poniedziałek, 05 października 2009
czwartek, 24 września 2009
nie spie bo sie pakuje i caly czas przypominam sobie, ze mi czegos potrzeba. w sumie zaczelam sie pakowac juz wczoraj ale okazalo sie, ze potrzeba mi tyle rzeczy ktorych nie mam, ze sie poddalam i dzis pojechalam na zakupy, zeby uzupelnic braki. w ogole caly ten wyjazd zaczyna pochlaniac jakies niesamowite ilosci kasy i jestem strasznie szczesliwa, ze jutro caly dzien pracuje i nie bede miala czasu na zadne zakupy bo pewnie znowu cos by mi sie przypomnialo. kupilam windstoppera, bo podobno strasznie wieje na morzu i jakies specjalne sandaly, ktore maja fajny kolor i nic poza tym, bo okazalo sie, ze japonki sie srednio nadaja na lodke. taaaaa... zobaczymy jaki bedzie ze mnie zeglarz;) juz chce byc w tym samolocie, tylko jeszcze musze skonczyc ogladac do konca "weeds", a zostalo mi poltora sezonu. wiem, od 3 jest kicha, wkurza mnie ze nie ma juz "little boxes" w czolowce (to jedna z dlugiej listy rzeczy ktora mnie tam wkurwia) ale uzaleznilam sie od andy + doug i nie moge przestac.
czwartek, 17 września 2009
moja najnowsza zdecydowanie ulubiona ksiazka to "lazarus project" aleksandra hemona. ostatnio tak sie zlozylo ze duzo latalam wiec przeczytalam ja w samolotach do i z nyc i san francisco (o ktorych to wyjazdach planuje od dawna napisac tylko jakos sie nie moge zebrac;). zaraz potem podrzucilam ja mojej kolezance i teraz obie naduzywamy zdania "so, it's not the river?". o autorze juz kiedys wspominalam, bo jakies cztery lata temu przypadkiem trafilam na impreze na ktorej promowal swoja poprzednia ksiazke, o doswiadczeniach swiezego emigranta z bosni, ktory tuz przed wybuchem wojny na balkanach przyjezdza do chicago. 'lazarus project" to historia podobnego emigranta, tylko juz o wiele bardziej zadomowionego, ktory jedzie w podroz po europie wschodniej zeby zdobyc materialy do swojej nowej ksiazki i zabiera ze soba kolege fotografa mitomana. w klimacie troche przypomina "everything is illuminated". hemon pisze po angielsku, ktorego nauczyl sie dopiero gdy przyjechal do chicago, ale uzywa tak pieknego jezyka ze wiekszosc amerykanskich pisarzy moze mu zazdroscic. polecam wszystkim. niestety z tego co sie orientuje nie przetlumaczono jej jeszcze na polski.
niedziela, 13 września 2009
zabijam czas miedzy teraz a wyjazdem do grecji okazjonalnymi wypadami na lodke i ogladaniem wszystkiego co sie da na netflixie. aktualnie jestem na drugim sezonie "weeds". swietny soundtrack. a propos muzyki, ide dzisiaj na koncert u2. nie moge sie juz doczekac;)
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
piątek, 14 sierpnia 2009
odkrylam Stiega Larssona i jestem pod wrażeniem. Wreszcie jakaś obsesja do której można się przyznać bez zazenowania;) "the girl with a dragon tattoo" ( po polsku "mężczyźni, którzy nienawidza kobiet") czytałam ostatnio na weekendowym wyjeździe do wisconsin i zaraz po powrocie zamowilam sobie "the girl who played with fire". Pierwsza cześć podobała mi sie bardzo, natomiast druga jest po prostu genialna, do tego stopnia ze od wtorku, od kiedy ja mam nie spie i nie wychodzę z domu tylko czytam z zapartym tchem, znowu;). Lepsze od najlepszego kryminału...Zostało mi jeszcze jakieś 50 stron i nie mogę się już doczekać kiedy wyjdę z pracy i będę mogła skończyć i wiem, ze nie będę się mogła doczekać trzeciej części, która w angielskim tłumaczeniu wyjdzie dopiero za rok. Już nie wspominam o tym jak bardzo zalamuje mnie fakt, ze autor umarł zanim skończył planowane 10 części. Co za strata!
Z innej beczki, za tydzień nju jork. A moja szefowa obiecała dzisiaj ze wystosuje prośbę do hr o dodatkowy tydzień wakacji dla mnie, żebym nie musiała się ewakuowac z Grecji w połowie rejsu. Bardzo mnie to cieszy bo tak jakby zaplacilam już za cały pobyt. To lato jest zajebiste:)
piątek, 31 lipca 2009
napisalabym ze sie nudze, ale przeciez inteligentny czlowiek nigdy sie nie nudzi. wiec ja tez nie, ale czuje sie taka bleee. troche sie ekscytuje grecja ale to dopiero za 2 miesiace, a ja bym chciala gdzies juz. z nieba spadla wiec oferta znajomych zeby jechac za miesiac na kilka dni do san francisco, tym bardziej, ze uzbieralo mi sie troche mil do wykorzystania i bilet wyniosl mnie cale $5. od razu sie poczulam jakbym odzyskala cel w zyciu. to swoja droga, ale po tych wszystkich "twilightach" naszla mnie straszna ochota na wycieczke do stanu washington. chyba musze zaczac juz planowac.
środa, 22 lipca 2009
dochodze do wniosku, ze chyba cofam sie w rozwoju. wpadlam w twilight-owa obsesje, od kilku dni nie wychodze z domu i nic innego nie robie tylko czytam i czytam. dzis skonczylam 3 czesc, przeczytalam 300 stron nieopublikowanego "midnight sun" na internecie, obejrzalam film (tu lekkie rozczarowanie) i wlasnie sie zastanawiam czy nie pojechac do jakiegos calonocnego sklepu, nie kupic "breaking dawn" i miec juz to z glowy. najgorsze, ze wcale mi sie nie podoba. bella doprowadza mnie do szalu, tym jaka jest glupia, uparta, uwieszona na gosciu i irytujaca, ze w ogole nie rozumiem czemu wszyscy sie w niej po kolei zakochuja. edward to kontrolujacy wszystko psychol a caly ten wampirzy romans jest po prostu creepy. nie wiem jak mozna porownywac "zmierzch" do harry pottera, mi sie raczej kojarzylo z "saga o ludziach lodu". ale i tak nie moge sie oderwac. no i jacob black jest boski. i w ksiazce i w filmie.
piątek, 17 lipca 2009
...a shot glass... biorac pod uwage, ze dzisiaj po raz ostatni w zyciu moge o sobie powiedziec ze jestem twenty-something trudno sie dziwic ze jestem lekko zdolowana. no moze przesadzam, ale zdecydowanie czuje sie dziwnie. mam wolne. czytam "twilight" a wlasciwie jego druga czesc. niezly, ale do "harry pottera" mu daleko. a propos pottera dzisiaj ide do kina:) a potem ide podsumowywac swoje dotychczasowe zycie za pomoca wspomnianej wyzej rzeczy. jutro tez. a od niedzieli juz bede powazna. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
:)
Blogi
Inne:
Kontakt
Kulinarne
Naprawiacze swiata
|